niedziela, lipca 17, 2011

swobodne przemijanie pośród martwej kakofonii lazurowych dźwięków

nazbyt często zapominamy kim jesteśmy. zagonieni obowiązkami wykrzykujemy coś do telefonów naśladując dźwięki rozmów. brakuje nam czasu, żeby choć przez chwilę zrobić coś dla siebie. a warto każdego dnia na chwilę się zatrzymać. przycupnąć gdzieś zboku głównego nurtu życia by przez chwilę cieszyć się przemijaniem.

wtorek, lipca 05, 2011

fajny pomysł

kiedyś ktoś, zapewne podczas wietrznego popołudnia przy młócce, sobie pomyślał, że dlaczego nie. bo skoro na rzece to działa, to i przecież można i z wiatru zrobić użytek. i nie bez kozery żniwa odbywają się w okolicach późnego lata i wczesnej jesieni. zauważyliście jak często wtedy wieje?



poniedziałek, lipca 04, 2011

powolne przemijanie

ostatnio dużo się przemieszczam dzięki czemu odnajduje wspaniałe miejsca w okolicy. jestem pewien, że każde miasto (to duże i to małe) ma takie perełki. możecie mi wierzyć lub nie, ale w promieniu 40km jest u mnie tego bez liku. i fajnie. 


teraz całkiem niedawno znalazłem 'machinę czasu'. Ogromną drewnianą konstrukcję z wieloma poziomami naszpikowaną wielkimi kołami, trybami, sprzężonymi ze sobą w skomplikowane przekładnie sterowane pokrętłami. niestety od dawna nie była używana i nie spotkałem nikogo w okolicznych wioskach, kto by się znał na jej obsłudze. jedyne co się dowiedziałem, to to, że sam Konstruktor - jak głosi legenda - użył jej ostatni raz ze 130 lat temu.
okoliczni mieszkańcy gadają, że jeszcze dwa pokolenia w tył wnukowie Konstruktora dumnie strzegąc tajemniczych mechanicznych trzewi,  doglądali rygli, zamków, przekładni. smarowali tryby, wymieniali spróchniałe deski na całkiem nowiutkie by, Konstruktor - jak tylko się zdecyduje - mógł powrócić do miejsca, z którego wyruszył w nieznane. jednak ostatni wnuk zmarł tragicznie na początku XIXw. podczas rutynowych czynności konserwacyjnych nie pozostawiając po sobie żadnego następcy. 
przez ostatnie długie lata nie było komu maszyny dopilnować, więc przemija wraz z mieszkańcami okolicznych wiosek, którzy równie mocno wrośli w szeroki pejzaż 'międzydoliny', którą wspólnie zamieszkują.
wieść okoliczna niesie, że równo co rok, zawsze na trzy dni przed zbiorami żyta machina owa wydaje z siebie  dziwne dźwięki, jakby zasapana ciężką pracą obojętnie parskała, na to, że ktoś gdzieś tam czeka, aby powrócić do wzgórz 'międzydoliny'.



sobota, lipca 02, 2011

elektroszum



przez większość życia linie proste wpisywane w przyrodę były dla mnie na tyle zjawiskowe iż potrafiłem godzinami nad nimi medytować. całkiem niedawno odważyłem się na pewien krok i ot co z tego wyszło...



rurami tymi prosto z elektrowni wypływa szlam (wodnista zawiesina popiołu) co powoduje dość nietypowy efekt dźwiękowy tak jakby nienastrojony radioodbiornik czy tv. 

czwartek, czerwca 30, 2011

ciemną nocą...



lubię nocne wędrówki i chociaż ostatnio mało przemieszczam się nocami, to jednak czasami udaje mi się to. a tak było wczoraj.

sobota, czerwca 25, 2011

kilka chwil

dawno mnie nie było w tym miejscu. jest kilka powodów jednak wcale nie mam zamiaru ich tutaj przedstawiać. dzisiaj korzystam z sytuacji, że mam pierwszą wolną sobotę od mniej więcej pół roku więc nadrabiam zaległości zerojedynkowe. normalnie siedziałbym teraz na jachcie pośrodku jeziora i bujałbym się zanurzony głową w obłokach odbijających się w jeziornej toni.



w swoim życiu widziałem kilka tęcz, jednak te kilka długich sekund zeszłej niedzieli zaskoczyło mnie szczególnie mocno. cieszę się, że udało mi się lepiej bądź gorzej skraść ten moment już na zawsze. i nie mam na myśli fotografii a jedynie świadomość tej chwili, która głęboko zapadła mi w pamięć.

piątek, kwietnia 22, 2011

wielka to chwila

no i już się kołysze na falach jeziora. hm... całkiem jej do twarzy w tym otoczeniu.


idę spać, padam na twarz...