poniedziałek, kwietnia 19, 2010

klepsydra tv, las i stacje benzynowe



wczorajsze wydarzenia mnie przybiły - nie mogłem już znieść tego uniesienia spowodowanego pogrzebem pierwszej pary i tego wszystkiego, co było z tym związane - dlatego postanowiłem popedałować kilka kilometrów, z dala od wszelkich ośrodków przekazu wizji i fonii.
wybrałem się do lasu.

lubię las, za to, że można go podziwiać od wielu lat, a i tak z nowym rokiem zaskoczy nas czymś nowym. wczoraj wybrałem się w tereny, które odwiedzałem 10 lat temu. 10 lat wystarczy, aby wszystko wywróciło się do góry nogami. nie poznałem żadnego z miejsc, w którym bywałem wcześniej. mało tego, 10 lat wystarcza by się po raz kolejny zgubić w leśnych odstępach. dla mnie w lesie najwspanialsze są mało uczęszczane ścieżki, które biegną jak dawniej głęboko w las, po to tylko żeby - dawniej było inaczej - gdzieś w samym jego środku nagle się urwać, na skraju jakiegoś leśnego zbocza. należę do tych, którzy nie lubią się cofać, zresztą zawrócić rower w gęstym poszyciu leśnym graniczy z cudem, dlatego usilnie parłem na przód. zazwyczaj okazywało się, że po kilku, kilkudziesięciu metrach ścieżka pojawiała się znowu, ale czasami ginęła bezpowrotnie. w takiej sytuacji zawsze dobrze jest chwilę odpocząć.




oczywiście miałem ze sobą aparat, jak zawsze podczas wędrówek, jednak to co oglądałem zaskoczyło mnie tak bardzo, że o nim zapomniałem. udało mi się zrobić tylko kilka zdjęć a i one zazwyczaj zostały wykonane właśnie na końcach ślepych leśnych traktów. natrafiłem na kwiatki, które o czymś mi przypominają, jednak nie pamiętam o czym ani nawet ich nazwy.






koniec końców zrobiłem 30 km. po drodze napotkałem wiele osób, które zapominały się w sobie podczas leśnych wędrówek, rowerzystów goniących za formą sprzed zimy oraz wielopokoleniowe rodzinne przejażdżki. cieszy mnie  fakt iż rower staje się coraz bardziej popularny, z drugiej strony zmartwiony jestem faktem, że sprzęt, który z takim mozołem poskładałem parę lat temu do kupy, przejechał już trochę ponad 10000 km, no i mówiąc kolokwialnie sypie. koniecznie muszę zorganizować sobie ramę. 


bym zapomniał. wracając do domu zajechałem jeszcze na stację benzynową. najnormalniej potrzebowałem sobie pierdnąć w oponki i przy okazji kupiłem wiaderko lodów do domu. okazuje się, że w sytuacjach uniesień narodowych, wielkich świąt, itp. stacje pełnią rolę wielkich marketów, na których z każdym dniem można kupić coraz więcej produktów i usług. swoją drogą zastanawiam się nad faktem, kiedy będzie można przy okazji tankowania skorzystać z usług fryzjera, kosmetyczki, czy chociażby solarium. no panowie prezesi wielkich stacji benzynowych coraz więcej kobiet odwiedza wasze salony, pomyślcie o tym, a jeżeli zechcecie wprowadzić ww. usługi pamiętajcie, że to właśnie ja pomyślałem o tym  pierwszy.
ale nie martwcie się, wierzę, że się dogadamy.

Brak komentarzy: